– Odpowiedź na to pytanie wymaga więcej niż godzinnej pogawędki przed kominkiem. Gage pewnie się nie odzywał?

– Jeszcze nie. Ale skontaktuje się z nami. Pojutrze zabiorę Quinn do Kamienia.

– Nie tracisz czasu, kolego. Cal potrząsnął głową.

– Pójdzie tam sama, jeśli szybko jej nie zaprowadzę. Gdyby coś się stało… Nie możemy brać na siebie takiej odpowiedzialności.

– Jesteśmy odpowiedzialni… czyż nie o to chodzi? W pewnym stopniu to nasza wina. – Popatrzył za zmarszczonymi brwiami na Dona Myersa z „Myers Pomoc Hydrauliczna”, który przy akompaniamencie wiwatów i okrzyków zachęty zbił siedem z dziesięciu kręgli. Całe jego studwudziestokilogramowe cielsko rzuciło się w radosny taniec, co nie stanowiło przyjemnego widoku.

– Robisz to, co robisz – powiedział Fox cicho. – Dzień po dniu przeżywasz swoje życie, chodzisz do roboty. Jesz pizzę, drapiesz się po tyłku, czasem przelecisz panienkę, jeśli ci się poszczęści. Ale wiesz, chociaż starasz się zagłuszyć tę świadomość, że on wróci. Że część ludzi, których codziennie widujesz na ulicach, może nie przeżyć do następnej rundy. My możemy nie przeżyć. A, do diabła. – Stuknął szklanką o piwo Cala. – Mamy pięć miesięcy, żeby coś wykombinować.

– Mógłbym znowu spróbować się cofnąć.

– Dopiero jak przyjedzie Gage. Nie możemy podjąć takiego ryzyka bez jednego z nas, nie warto. Ostatnim razem zobaczyłeś tylko jakieś fragmenty, a nieźle przy tym oberwałeś.

– Teraz jestem starszy i mądrzejszy. I sądzę, że jeśli on już się pojawia – w naszych snach, na drodze przed Quinn – to znaczy, że nabiera mocy. Może dowiedziałbym się więcej niż poprzednio.

– Nie bez Gage'a. To… hmmm – powiedział, przenosząc wzrok ponad ramię przyjaciela. – Świeży towar.

Cal odwrócił się i zobaczył Quinn stojącą w rozpiętym płaszczu przy pierwszym torze. Z wyrazem powagi na twarzy obserwowała Myersa, który z wdziękiem hipopotama w baletkach zamachnął się i rzucił swą szczęśliwą czerwoną kulą.



47 из 269