
– Żadnych awantur pod tytułem „lubisz – go – bardziej – ode – mnie”, kłótni o zasady czy rozluźnienia więzów z biegiem czasu?
– Wciąż się kłócimy od czasu do czasu. – Jak wszyscy bracia, pomyślał Fox. – Obrażamy się na siebie, ale nic więcej. Jesteśmy mocno związani i nic nie może tego zmienić. A zazdrość? To raczej domena dziewczyn.
– Ale Gage już tu nie mieszka.
– Gage tak naprawdę nie mieszka nigdzie. To urodzony włóczęga.
– A ty? Lokalny patriota?
– Myślałem kiedyś o światłach wielkiego miasta, życiu na pełnych obrotach, raz nawet spróbowałem. – Popatrzył w stronę toru, gdzie Kociaki narzekały na fatalny rzut. – Lubię Hollow. Przez większość czasu lubię nawet swoją rodzinę. I okazało się, że podoba mi się bycie prawnikiem w małym miasteczku.
Prawda, uznała Quinn, ale nie cała.
– Widziałeś dzieciaka z czerwonymi oczami? Zaskoczony Fox odstawił szklankę, którą podnosił do ust.
– Sprawna zmiana tematu.
– Być może, ale to nie jest odpowiedź.
– Proszę o czas na przemyślenie odpowiedzi.
– Nie podoba ci się, że Cal – albo ktokolwiek inny – rozmawia ze mną o tym, co się tutaj dzieje.
– Nie wiem, czemu to ma służyć. Dlatego na razie zachowam informacje dla siebie.
– Uczciwe postawienie sprawy. – Popatrzyła na Cala, który wrócił za bar. – No dobrze, panowie, dziękuję za piwo i pizzę, ale powinnam wracać do swojego ślicznego pokoju.
– Grasz w kręgle? – zapytał Cal, a Quinn się roześmiała.
– Absolutnie nie.
– Och – och – mruknął Fox pod nosem.
Cal wyszedł zza baru, zablokował Quinn przejście, zanim zdążyła zsunąć się ze stołka, i przyjrzał się uważnie jej butom.
– Trzydzieści siedem, tak?
