— Bardzo nieładnie. Byłbym głupi, gdybym się przyznał, prawda?

Westchnął. — Chyba tak.

Wyjął długopis, pstryknął nim z niepotrzebną siłą i wpisał swoje nazwisko obok słowa „Zatwierdzam” na dole karty.

Podając mi ją zauważył: — Nigdy jeszcze nie był pan tak blisko wpadki. Ledwo się pan prześliznął. Co pan zrobi na bis?

— Wiem, że w przyszłym roku zostaną wprowadzone dwie nowe specjalizacje. Jeśli będę zainteresowany zmianą dziedziny, to chyba powinienem zgłosić się do właściwego opiekuna wydziałowego.

— Przyjdzie pan do mnie, a ja porozumiem się z odpowiednią osobą.

— Wszyscy inni mają opiekuna wydziałowego.

— Pan stanowi przypadek szczególny wymagający szczególnego traktowania. Następnym razem ma się pan zgłosić tutaj.

— Dobrze — zgodziłem się wstając i chowając kartę do tylnej kieszeni spodni. — A więc do widzenia.

Gdy zmierzałem do drzwi, powiedział:

— Znajdę jakąś drogę.

Zatrzymałem się na progu.

— Pan — odezwałem się — i Latający Holender.

Drzwi za sobą zamknąłem delikatnie.

DWA

Drobne zdarzenia i fragmenty, czas rozczłonkowany na kawałeczki. Jak…

— Nie żartujesz?

— Chyba nie.

— Z oczywistych przyczyn wolałabym, żeby wyglądał fantastycznie — powiedziała szeroko otwierając oczy i cofając się do drzwi, przez które właśnie weszliśmy.

— Co się stało, to się nie odstanie. Posprzątamy i…

Otworzyła drzwi i energicznie potrząsnęła głową. Zatańczyły jej długie śliczne rozczochrane włosy.

— Wiesz co, jeszcze to sobie trochę przemyślę — rzuciła cofając się na korytarz.

— Och, przestań, Ginny. To nic poważnego.

— Jak powiedziałam, przemyślę to sobie.

Zaczęła zamykać drzwi.

— Mam więc do ciebie później zadzwonić?

— Chyba nie.



11 из 179