
— Jutro?
— Wiesz co, ja zadzwonię do ciebie.
Stuk.
Cholera. Równie dobrze mogła nimi trzasnąć. Koniec Fazy Pierwszej poszukiwania nowego współlokatora. Hal Sidmore, z którym dzieliłem przez jakiś czas to mieszkanie, ożenił się parę miesięcy temu. Brakowało mi go, ponieważ był wesołym kompanem, dobrze grał w szachy i ogólnie lubił buszować w mieście oraz wspaniale potrafił wyjaśniać wiele spraw. Mimo wszystko postanowiłem jednak poszukać sobie towarzysza o nieco odmiennym charakterze. Sądziłem, że odnalazłem te nie dające się określić cechy w Ginny, gdy kiedyś późną nocą wspinałem się na wieżę radiową za siedzibą korporacji Pi Fi, a ona właśnie kończyła pracę tam w swoim pokoju na trzecim piętrze. Potem sprawy poszły jak po maśle. Spotkałem ją na parterze, przez ponad miesiąc robiliśmy razem różne rzeczy i prawie udało mi się namówić ją do rozważenia zmiany mieszkania w nadchodzącym semestrze. A potem to.
— Cholera! — stwierdziłem kopiąc szufladę wyrzuconą z biurka na podłogę. Nie ma sensu iść za nią teraz. Posprzątać. Niech ochłonie. Zobaczyć się z nią jutro.
Ktoś rzeczywiście splądrował mi mieszkanie. Poprzesuwane były nawet meble, a z poduszek zdjęte pokrowce. Westchnąłem przyglądając się dziełu zniszczenia. Gorzej niż po najbardziej szalonej imprezie. Co za parszywa pora na włamanie, wejście i zerwanie. Nie była to najlepsza okolica, ale i nie najgorsza. Nigdy przedtem nie zdarzyło mi się nic podobnego. A teraz, kiedy już na mnie padło, musiało się to stać absolutnie nie w porę, odstraszając moją ciepłą i smukłą towarzyszkę. No i na dodatek na pewno coś zginęło.
Gotówkę i nieliczne na wpół wartościowe przedmioty trzymałem w górnej szufladzie biurka w mojej sypialni. Więcej gotówki miałem upchnięte w czubku starego buta na stelażu w rogu. Miałem nadzieję, że wandal zadowolił się górną szufladą. Ta właśnie nadzieja leżała u podłoża owego banalnego chwytu.
Poszedłem sprawdzić.
