— Dobrze — rzekł w końcu. — Idę sobie. Przypuszczam, że chcesz zadzwonić na policję?

— Tak.

— W tej sytuacji nie mogę cię prosić o przysługę ani ci grozić. Jednak jest to i prośba, i ostrzeżenie przed przyszłym odwetem, jaki być może uda mi się na tobie wziąć. Nie dzwoń. Mam wystarczająco dużo kłopotów bez policji.

Odwrócił się.

— Zaczekaj — powiedziałem.

— Co takiego?

— Może jeśli powiesz mi, o co chodzi…

— Nie. Nie potrafisz mi pomóc.

— No, a gdyby model jakoś się znalazł? Co mam z nim zrobić?

— Schowaj go w bezpieczne miejsce i trzymaj gębę na kłódkę, że go masz. Będę do ciebie od czasu do czasu dzwonił. Wtedy mi powiesz.

— Dlaczego jest taki ważny?

Potrząsnął przecząco głową i zniknął.

Wyszeptane zza moich pleców pytanie:

— Czy mnie czujesz, rudy? — więc się odwróciłem, ale nikogo nie było, chociaż w uszach mi jeszcze dzwoniło od uderzeń Paula. Doszedłem wtedy do wniosku, że mam zły dzień, i wspiąłem się na dach, żeby trochę pomyśleć. Potem przeleciał nade mną helikopter kontroli ruchu i usłyszałem pytanie o zamiary samobójcze. Powiedziałem jednak gliniarzowi, że poprawiam gonty, co go chyba uspokoiło.

Drobne zdarzenia i fragmenty nadal miały miejsce…


— Naprawdę usiłowałem się do ciebie dodzwonić. Trzy razy — powiedział. — Nikt nie odbierał.

— Nie przyszło ci do głowy wpaść osobiście?

— Właśnie miałem taki zamiar. Teraz. Przyszedłeś pierwszy.

— Dzwoniłeś na policję?

— Nie. Oprócz siebie muszę się jeszcze troszczyć o żonę.

— Rozumiem.

— A ty dzwoniłeś?

— Nie.

— Dlaczego?

— Nie wiem. Chyba dlatego, że zanim go wsypię, chciałbym mieć trochę lepsze pojęcie, co się tu dzieje.

Hal skinął głową. Przedstawiał sobą ciemnookie studium siniaków i plastrów z opatrunkiem.



16 из 179