
— I uważasz, że wiem coś, czego ty nie wiesz?
— Słusznie.
— No więc nie wiem — powiedział. Łyknął trochę mrożonej herbaty, skrzywił się i wsypał do niej więcej cukru. — Kiedy otworzyłem drzwi, za nimi stał on. Wpuściłem go, a on zaczął wypytywać mnie o ten cholerny kamień. Powiedziałem mu wszystko, co pamiętałem, ale to mu nie wystarczało. Wtedy zaczął mnie szturchać.
— A potem co?
— Przypomniało mi się trochę szczegółów.
— Aha. Takich jak ten, że ja mam kamień — co nie jest prawdą — żeby Paul mógł przyjść i poturbować mnie i zostawić cię w spokoju.
— Nie! Wcale tak nie było! — wykrzyknął. — Powiedziałem mu prawdę. Zostawiłem go przy przeprowadzce. Co się z nim stało potem, nie mam pojęcia.
— Gdzie go zostawiłeś?
— Ostatni raz widziałem go na biurku.
— Dlaczego nie zabrałeś go?
— Nie wiem. Chyba dosyć miałem jego widoku.
Wstał, przeszedł się po swoim salonie, zatrzymał się i wyjrzał przez okno. Mary była na zajęciach, tak jak i tamtego popołudnia, kiedy wpadł Paul, odbył konferencję z Halem i zapoczątkował tok wydarzeń, które doprowadziły go do mnie.
— Hal, czy mówisz całą prawdę i tylko prawdę?
— Wszystko to, co jest ważne.
— Dawaj.
Stanął plecami do okna i spojrzał na m-nie, po czym odwrócił wzrok.
— Twierdził, że to, co mamy, należy do niego.
Pominąłem milczeniem liczbę mnogą „mamy”.
— Kiedyś należało — powiedziałem. — Ale dał ci to przy mnie. Tytuł własności został przekazany.
Hal jednak potrząsnął głową. — To nie takie proste — powiedział.
— Jak to?
Wrócił do swojej mrożonej herbaty. Zabębnił palcami po stole, wypił łyk, spojrzał na mnie.
— Nie — powiedział. — Widzisz, ten który mieliśmy, tak naprawdę był jego. Pamiętasz ten wieczór, kiedy go dostaliśmy? Graliśmy w karty w jego laboratorium i zrobiło się dosyć późno. Wszystkie sześć kamieni leżało na półce nad stołem. Zauważyliśmy je już wcześniej i pytaliśmy go o nie kilka razy. Tylko się uśmiechał i mówił coś tajemniczego lub zmieniał temat. A potem, kiedy robiło się coraz później, a on coraz więcej pił, zaczął opowiadać o kamieniach i powiedział nam, czym są.
