Komu mleko na śniadanie?U mnie w sklepie jest najtaniej!Wielka była to przynęta,A więc zbiegły się zwierzęta.Wszystkie tłoczą się u lady:– Proszę kilo marmolady…– A ja garść orzechów proszę…– Dla mnie sadła za trzy grosze…– Dla mnie miodu dziesięć deka…– A ja proszę kwartę mleka…Wilk się krząta i na ladzieCo najgorszy towar kładzie,Nie doważa, nie domierza,Marmolada jest nieświeża,Sadło zgniłe i tłuste,Gorzki ser, orzechy puste,Zamiast mleka – sama woda.Wprost każdego grosza szkoda!– Jak tu drogo! – jęknął zając.Na to rzekł Barnaba wstając:– Kto powiedział, że jest drogo?Nie prosiłem z was nikogo,By odwiedzał moją knieję.Komu drogo – niechaj nie je!A jak chodzi o zające,Radzę zmykać, bo przetrącę!Czmychnął zając nie czekając –Nie przekona wilka zając.Sarna wstała pełna trwogi,Tchórz wiewiórce szepnął: – W nogi!I nie wziąwszy nawet reszty,Zmykał szybko, gubiąc meszty.

II

Nieco dalej, stąd pół mili,Mieszkał siwy ryś Bazyli.Był wąsaty, zły i srogi;Każdy rad był zejść mu z drogi,A on prychał, a on mruczał,Wszystkim bruździł i dokuczał.Nawet rudy lis MikitaBardzo grzecznie rysia witałI udając, że jest chory,Szybko biegł do swojej nory.Ryś miał także sklep swój w lesie;Znał się ryś na interesie,Toteż jego sklep był pełnyCiepłych futer, pierza, wełny,Ptasich czubków, barwnych piórekI kapturków dla wiewiórek.Siedział ryś Bazyli w sklepieI zmrużywszy jedno ślepie,Wołał ciągle: – Idzie zima,Kto na zimę futra nie ma,


11 из 44