Kto linieje lub łysieje,Niech tu biegnie poprzez knieję,Bowiem każde leśne zwierzęU mnie ciepło się ubierze,Ptak – odnowi swoje pierze,Wszystko można dostać u mnie!Więc zwierzęta biegły tłumnie.Ten coś kupił, ów coś kupił,A Bazyli skórę łupił,Zamiast futer wtykał szmaty,Zamiast skórek – stare łaty,Zamiast wełny – pęk badyli.Taki to był ryś Bazyli!Niedaleko sklepu rysiaByła w jarze jama lisia,Dobrze pośród drzew ukryta.Mieszkał w jamie lis Mikita.Po wsiach znał kurniki liczneI zagrody okoliczne,Umiał świetnie w każdym czasieWykryć nowe gniazda ptasie,Umiał gąskę podejść z bliska,Wiedział, gdzie są kretowiska,Po karasie biegł do rzekiI wybierał miód z pasieki.Zdobycz swoją co dni kilkaLis Mikita niósł do wilka.Wilk unosił się na ławce:– Czekam, czekam na dostawcę.Pokaż towar. Cóż to? Kaczka?Ależ chuda nieboraczka!Gęś? Nie będzie z niej pociechy;Jajka małe jak orzechy.Nie, Mikito, miód niesłodki,A karasie są jak płotki.Nędzna zdobycz, drogi lisie,I na moje widzimisięWarta cztery skórki krecie.Ale więcej? Nigdy w świecie!Lis miał mores przed Barnabą –Potargował się dość słabo,Schował skórki, a po chwiliJuż go witał ryś Bazyli:– Cóż przynosisz dziś, Mikito?Cztery skórki? Dobre i to.Mogę wziąć je, chętnie służę,Dam ci za nie jajko kurze.Lis podskoczył: – Nie kpij ze mnie!Słuchać nawet nieprzyjemni.Za te skórki, wyznać przykro,Dałem trzy karasie z ikrą,Dziesięć jajek, kaczkę młodą,Gęś i duży plaster miodu.Ryś uderzył groźnie w ladę:– Skórki biorę, jajko kładę


12 из 44