Z okna na ziemię leci pierzyna,Za nią poduszki, szafa, komoda,W każdej szufladzie komody – woda.Kot jest na strychu, w trwodze się miota,Biegną strażacy ratować kota.Włażą do góry, pną się na mury,Tną siekierami, aż lecą wióry,Na dół spadają kosze, tobołki,Stołki fikają z okien koziołki,Jeszcze dwa łóżka, jeszcze dwie ławki,A tam się leje woda z sikawki.Tak pracowali dzielni strażacy,Że ich zalewał pot podczas pracy;Jeden z drabiny przy tym się zwalił,Drugi czuprynę sobie osmalił,Trzeci, na dachu tkwiąc niewygodnie,Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,A cii przy pompie w żałosnym stanieWzdychali: „Pomóż, święty Florianie!”Tak pracowali, że już po chwiliPożar stłumili i ugasili.Jeszcze dymiące gdzieniegdzie głowniePozalewali w kwadrans dosłownie,Jeszcze sprawdzili wszystkie kominy,Zdjęli drabiny, haki i liny,Jeszcze postali sobie troszeczkę,Załadowali pompę na beczkę,Z ludźmi odbyli krótką rozmowę,Wreszcie krzyknęli:– Odjazd! Gotowe!Jadą z powrotem, jadą z turkotem,Jadą Browarną, Rybną, Nawrotem,Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!Ludzie po drodze śmieją się z bram,Śmieją się do nich dziewczęta z okienI każdy dumnym spogląda okiem:– Rzadko bywają strażacy tacy,Tacy strażacy – to są strażacy,Takich strażaków potrzeba nam!Tram-tra-ta-tam!tram-tra-ta-tam!Mucha wracała właśnie do Łodzi;Strażak na wieży kichnął. Nie szkodzi.Inni strażacy po ciężkiej pracyMyją się, czyszczą – jak to strażacy.Koń w stajni grzebie nową podkową,A beczka błyszczy obręczą nową.Mucha spojrzała i odleciała –Tak się skończyła historia cała.


24 из 44