ROZDZIAŁ DRUGI

– Słuchaj, Mike, to po prostu nie do wiary!

Maggie stała na ganku i czekała, aż Mike otworzy drzwi wejściowe. Drżała na całym ciele i to tylko częściowo z zimna. Skuliła się, owinęła szczelniej kurtką, szczekała zębami, ale jej oczy lśniły dziwnym blaskiem.

Nie była już spokojną, zrównoważoną osobą, którą Mike znał z rozmów telefonicznych.

Pokonał dwoma susami sześć stopni prowadzących na ganek i sięgnął do kieszeni po klucz.

– Zaraz go znajdę – zapewnił ją.

– Nie spiesz się. Ojej, powinnam ci była pomóc w dźwiganiu bagaży.

– Nie ma problemu.

Mike wydobył wielki klucz, wsunął go do zamka i obrócił. Maggie porwała śpiwory i jak szalona wbiegła do domu. Mike ruszył za nią, nieco wolniej. Tuż pod drzwiami zwrócił uwagę na starannie ułożone polana i drewno na podpałkę.

– Hej, Ianelli! Tu jest ciemno!

Mike przekręcił kontakt i natychmiast poczuł się tak, jakby otrzymał podwójną nagrodę. Stwierdził bowiem, że Whistler nie kłamał, kiedy zapewniał go, że w domu jest prąd. Ponadto ujrzał na twarzy Maggie promienny uśmiech.

Kiedy zobaczył ją na lotnisku, nie robiła wrażenia szczególnie ładnej dziewczyny. Dopóki się nie uśmiechnęła.

– Od czego zaczynamy? – zapytała energicznie, biorąc się pod boki.

– Może się trochę rozejrzysz – zaproponował. – Ale bez przesady – dodał. – Nie musisz o tak późnej porze zabierać się do oceniania stanu urządzeń hydraulicznych czy przewodów elektrycznych. Do rana nic się nie zmieni.

Obserwował ją z pewnym rozbawieniem. Dopóki była w zasięgu jego wzroku, poruszała się z gracją i bez nerwowego pośpiechu, ale gdy tylko zniknęła za rogiem korytarza, usłyszał pospieszne stukanie jej obcasów. Kurtkę zrzuciła na podłogę, pojedyncza biała rękawiczka znalazła się na parapecie okna.



14 из 104