
– Przykro mi, ale zepsuł mi się wynajęty samochód. Jak udał się lot?
– Dziękuję. Doskonale.
– Przyleciałem dwie godziny temu i zdążyłem zjeść kolację. Czy miałaby pani ochotę na małą przekąskę, zanim wyruszymy w drogę?
– Dziękuję, jadłam w samolocie. Coś opakowanego w folię i raczej niesmacznego. Samochód jest już w porządku?
– Kilka dolarów załatwiło sprawę. Mamy przed sobą długą jazdę. Czy chciałaby pani pójść do toalety i odświeżyć się nieco?
– Nie, dziękuję.
Taką rozmowę mogłabym prowadzić z własną matką, pomyślała Maggie. Tyle że mama niema szerokich ramion i bezczelnych oczu i nie emanują z niej niebezpieczne fluidy. Niezły numer z tego Ianellego, pomyślała Maggie.
Jednakże uścisk dłoni Mike'a dawał poczucie bezpieczeństwa i świadczył o braterskiej przyjaźni.
– Czy porozumiał się pan z dozorcą?
– Tak, ale bez większego rezultatu. Mamy problem z pogodą, Maggie.
Ianelli zaczął zapinać kurtkę i Maggie sięgnęła po swoją. Spojrzała przelotnie na jego muskularną pierś i zorientowała się, że on także patrzy na jej mizerny biust. Zaczęła zastanawiać się, czy gdyby kazała sobie wstrzyknąć silikon, całe jej życie nie potoczyłoby się inaczej.
Weź się w garść, Maggie, powiedziała do siebie. Ciesz się, że ten facet jest przynajmniej komunikatywny i że się nie zgrywa.
– Co z pogodą? – zapytała niezobowiązującym tonem. – W czasie lądowania zauważyłam, że pada śnieg…
– Obawiam się, że zbliża się śnieżna burza. Czy ma pani jeszcze jakieś bagaże do odebrania?
– Nie – odparła sucho.
Zauważyła, że u jego stóp leży tylko zwinięty śpiwór. Widać uznał, że to wystarczy mu na cały weekend.
Maggie z reguły zabierała praktycznie wszystko, co posiadała, nawet gdy wybierała się na najkrótszą wycieczkę.
– Co pan miał na myśli mówiąc o dozorcy? Jest nim chyba Ned…
– Ned Whistler. Powiedział, że wprawdzie sam dom jest w doskonałym stanie, ale nie możemy spodziewać się komfortu. Jest elektryczność, ale tylko zimna woda i, jak się domyślam, będzie kłopot z ogrzewaniem.
