– Nic dziwnego, skoro nikt tam od lat nie mieszka. Hej… proszę to zostawić!

Ianelli podniósł jej worek, zanim zdołała go powstrzymać.

– Jak mogłaś to przenieść przez całe lotnisko? – spytał ze zdumieniem, mimowolnie przechodząc z nią na „ty". – Waży chyba tonę – roześmiał się.

– Siła woli – oświadczyła Maggie z dumą.

Co tam, pomyślała. Inna kobieta zapewne zapakowałaby na weekend z facetem tylko jedwabną koszulkę nocną. Ale ona, Maggie, była przezorna. Zaopatrzyła się w masło fistaszkowe, kawę, sztućce, banany, harcerski scyzoryk, mydło, ręcznik i wiele innych rzeczy.

– Po naszych telefonicznych rozmowach powinienem był być na wszystko przygotowany – śmiał się Ianelli. – Ale posłuchaj, Maggie. Może należałoby nieco zmienić nasze plany.

– Dlaczego?

Jednakże, gdy wyszli na dwór, poznała odpowiedź na swoje pytanie. Lodowaty wiatr wypełnił jej płuca. Cienkie igły zmarzniętego śniegu siekły policzki, a wiatr targał włosy. Mike chwycił ją za ramię i podtrzymał. Parking przypominał lodowisko. Widoczność była minimalna. Zimy w Filadelfii nie należały do najłagodniejszych, ale tu, na środkowym zachodzie, w Indianie, spodziewała się nieco lepszej pogody, zwłaszcza że zbliżała się wiosna. Tymczasem szalała potężna śnieżyca.

– Teraz już rozumiesz, dlaczego twój samolot miał opóźnienie?! – krzyknął Mike. – Mają tu wyjątkową zimę. W ciągu ostatniego miesiąca spadło półtora metra śniegu… Kiedy dziś rano opuszczałem San Francisco, mieliśmy dwadzieścia stopni ciepła!

Mike pomógł jej usadowić się na lodowato zimnym przednim siedzeniu i zatrzasnął drzwiczki samochodu. Zrozumiała, co miał namyśli, mówiąc, że miał kłopoty z wynajętym samochodem. Zamienił sportowy wóz, do którego był zapewne przyzwyczajony, na terenowy o napędzie na cztery koła. Podczas gdy rozcierała sobie ręce, Mike usiadł za kierownicą, włączył odmrażacz szyb, wycieraczki i ogrzewanie.



5 из 104